"RACHUNEK SUMIENIA PRACODAWCY"
Piątek, 18.6.2010
RACHUNEK SUMIENIA PRACODAWCY
Ojcze... Kolejny raz staję tu w tym miejscu by podzielić się z Tobą moimi problemami... Jak sam wiesz, to czas nie łatwy dla mojej rodziny, a przede wszystkim dla mnie. Chciałbym przemyśleć wszystkie moje notorycznie popełniane błędy życiowe, których wcześniej nie dostrzegałem. Moje życie w jednej chwili obróciło się do góry nogami, Ty jedyny jesteś w stanie teraz mi pomóc. Przychodzę prosić o zdrowie dla chorych. Dla takich jak moja Wiktoria... Tęsknie za tamtym czasem kiedy była zdrowa. Moja ukochana małżonka, z którą spędziłem tyle lat. Wiem, wiem, wypadki chodzą po ludziach, ale trudno nie zadawać sobie pytania : „Dlaczego ja?”. Dlaczego osoba najbliższa memu sercu, musi dźwigać taki ciężar. Życie z dnia na dzień stało się trudniejsze. Jako prawdziwy mężczyzna nie chcę dać po sobie poznać bólu i ogromu cierpienia, który ogarnął mnie po tej tragedii. Ty, sam Boże widzisz jaki jestem słaby. Ja zwykły szary człowiek, który bywał u Ciebie w kościele co tydzień, nigdy nie zauważył jak wiele próbujesz mi przekazać. Jak wiele mądrych słów wypływało z ust kapłanów. Ja zapatrzony za bardzo w siebie, za bardzo zaangażowany w pracę, zapomniałem o dwóch najważniejszych dla mnie osobach. O Tobie i o Wiktorii. Podczas każdej Eucharystii nie zwracałem najmniejszej uwagi co się dzieje w Twoim domu, wolałem skupiać swe myśli na obiedzie czy spotkaniu, w którym miałem uczestniczyć następnego dnia. Teraz wydaję się już na wszystko za późno, Wiktoria stała się kaleką, a od Ciebie oddaliłem się dalej niż kiedykolwiek. Zrozumiałem, że to my ludzie jesteśmy winni tragedii innych. Sprawiamy ból mimo, iż nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nie mam tutaj na myśli bólu cielesnego, a ten wewnętrzny. W dzisiejszych czasach ludzie są jak opakowania fermetycznie zamknięte, nie dopuszczają do siebie i swojego „normalnego” otoczenia ludzi z defektem umysłowym i cielesnym. Ja, chcę się otworzyć na innych. Chcę zacząć wszystko od nowa... „Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę”
1J 4, 20-21
(...)Czy byłem w swojej pracy lub na stanowisku sprawiedliwy, pracowity, uczciwy, pełni ąc służbę społeczną z miłością? Pracowitość... Jest to chyba jedyny atut, którym mogę się pochwalić. Jestem młodym człowiekiem, pełnym sił witalnych. Miałem wiele planów, które niestety nie chronologicznie poukładałem. Moją firmę prowadziłem z rozmachem i szybkością, aby nic nie stracić a wiele zyskać. Teraz kiedy patrzę w przeszłość, już z innej perspektywy uświadamiam sobie moje błędy. Nie-pełnosprawni byli dla mnie tematem tabu. Nigdy nikogo takiego nie chciałem przyjąć do pracy. Służba społeczna z miłością, nie jest czymś czym mogę się poszczycić. Jako pracodawca i przedsiębiorca nie zdawałem sobie sprawy, że może to przynieść mi ogromne korzyści. Nigdy nie zajrzałem do wielkiego zielonego skoroszytu w którym mogłem znaleźć potrzebne informacje. To nie jest zwykły przypadek, zielony to kolor nadziei, która szczególnie dotkniętym przez los jest najbardziej potrzebna. Wszystko przeliczałem na pieniądze nie zdając sobie sprawy z tego, że to co mogło im pomóc w realizowaniu ich marzeń było w zasięgu ręki. Mogłem liczyć na wsparcie finansowe. Wszelkie szkolenia były refundowane, miałem możliwość załatwienia tego ze starostą. Wystarczył jeden zwykły podpis, o który nigdy się nie postarałem. Wszelkie wydatki mogły być objęte dofinansowaniem. Przez moją bierność i wyniosłość, wykluczyłem z życia społecznego innych. Przecież ja ciągle mogę starać się o zwrot kosztów wynagrodzenia dla osób prowadzących jakiekolwiek szkolenia, dla tłumacza języka migowego czy jakiegokolwiek lektora dla niewidomych, zwrot kosztów podróży, przewodnika prowadzącego szkolenia , także mieszkania i wyżywienia osób prowadzących szkolenia, usług doradczych, wynajmu pokoi, materiałów oraz kosztów zatrudnienia, jakie bym ponosił kiedy oni z zaangażowaniem doszkalali by się. Mogłem się starać o zwrot kosztów wynagrodzenia moich pracowników, a także zwrot kosztów przystosowania miejsca pracy czy ulgi w składkach ZUS. A to wszystko przeliczając na pieniądze... A przecież sfera duchowa jest o wiele cenniejsza. Jak wiele radości można dać takiemu człowiekowi. Tak wiele „mogę” a tak mało robię...
„wszystko wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść,
Wszystko wolno, ale nie wszystko buduje „ 1Kor 10,23
Czy dałem słuszną i należną zapłatę pracownikom i tym, którzy mi służą?
Czy wypełniłem zobowiązania i dotrzymałem obietnic?
Zawsze kiedy na moim biurku lądowały podania o pracę, mimo lepszych lub wyrównanych kwalifikacji pracowników wybierałem podania, zdrowych ludzi. Ależ to głupie podejście do sprawy... Jak można tak nierówno oceniać ludzi. To jacy są nie jest ich winą ! Nie jest ich wyborem! To my ludzie pełnosprawni odrzucamy i odpychamy ludzi, którzy nie są tacy jak my. Nie-pełnosprawni są na prawdę pracowitymi osobami, nie potrzebującymi współczucia. Potrafią udowodnić, że umieją o wiele więcej niż pełnosprawni ludzie... Lekceważymy, przechodzimy obojętnie, nie zwracając uwagi na to, że oni potrzebują tylko i wyłącznie miejsca pracy, bo z reszta doskonale sobie radzą. Bo wszystko inne jest w ich doskonałych , sprawnych, szybkich, twórczych dłoniach. W SWOICH MIEJSCACH PRACY, NIE SĄ NIEPEŁNOSPRAWNI, nie rzadko większość z nich posiada o wiele lepsze kwalifikacje i umiejętności. „Dla nas praca jest szansą na społeczną integrację, na normalność”- słyszałem w telewizji nie raz, choć nigdy nie zastanawiałem się nad tym poważnie.. „Niechaj się nikt nie łudzi! Jeśli ktoś z pośród was mniema, że posiada mądrość na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadał mądrość” 1Kor 3,18
Jeśli piastuję urząd lub jeśli sprawuję władzę, czy wykorzystuję to dla własnej wygody, czy też dla dobra innych w duchu posługi? Czy przestrzegałem prawdy i wierności ?
Przyjęcie nie-pełnosprawnych do pracy wspomoże ich nie tylko finansowo ale także podniesie ich poczucie własnej wartości – teraz doskonale uświadamiam sobie to kiedy widzę moją Wiktorię. Praca jest dla nich terapią i sprzyja polepszeniu stanu zdrowia. Nigdy nie zatrudniłem, osoby nie-pełnosprawnej faworyzując przy tym tych, którzy byli zdrowi. Nigdy nie wolno odmawiać pracy człowiekowi tylko z powodu jego nie-pełnosprawności, jeśli spełnia wszelkie wymagania na dane stanowisko. Teraz to dobrze zrozumiałem, choć mogę tylko się domyślać, jak czuli się ci ludzie, kiedy bez zastanowienia odmawiałem im miejsca pracy. Moja firma, była moim oczkiem w głowie. Zapomniałem tylko, że brakuje w niej właśnie takich ludzi, którzy zintegrują nas wszystkich. Stworzą atmosferę, bardziej ciepłą i domową. W związku z tym, moja firma nie rozwijała się tak jak powinna, ponieważ nie była otwarta na wszystkie horyzonty. Nie-pełnosprawność to tylko i wyłącznie brak przystosowania do środowiska w jakim się znajdują, jeśli stworzymy stosowne, dla ich potrzeb warunki dokonamy wielkiego osiągnięcia rozwijając i integrując naszą firmę, która będzie przynosić nie tylko korzyści społeczeństwu, a pracownikom pieniądze. „Dlatego przygarniajcie siebie nawzajem, bo i Chrystus przygarnął was - ku chwale Boga” Rz 15, 7
Jaki użytek robiłem z czasu, sił i zdolności, które otrzymałem od Boga jako „ewangeliczne talenty”? Czy posługuje się nimi?
Boże, dostaliśmy od ciebie tak wiele, ale nie potrafimy tego godnie wykorzystać. Jestem jak ten „trzeci” z przypowieści o talentach. Zakopałem swoje zdolności, nie wprowadzając ich w obieg. Nikt nie miał z nich korzyści. Potrafiłem tylko zadbać o siebie. Nie jest to żadną sztuką. Chcę żyć DLA innych. Chcę żyć Z innymi. Chcę prowadzić należnie swoją firmę, wykorzystując moje talenty, a nawet je mnożyć. ”Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Łk 9,23).
Czy kocham tych którzy są obok mnie nie zważając na ich braki , na ich pozycję i czy troszczę się o wspólnotę z nimi?
Wspólnota... To coś czego nam brakowało, czego brakuje mi nadal. Najgorsze jest to, że patrzyłem z największą normalnością na to co robiłem. Nie widziałem w tym nic obcego, dziwnego czy niezwykłego. Uświadamiam sobie Boże, że człowiek nie żyje sam dla siebie. Ludzie, których tak unikałem są tak naprawdę sumiennymi, rzetelnymi, odpowiedzialnymi, osobami na których można polegać. W związku z tym, że życie tak bardzo ich doświadczyło trudno ulegają presji społeczeństwa. Pracodawca zatrudniający taką osobę, może mieć pewność, że będzie ona dobrym pracownikiem i będzie mógł zawsze na niej polegać.
Ta praca jest dla nich ważniejsza niż dla sprawnych osób. Ich rynek pracy nie jest zbyt wielki, nie mają możliwości przebierania w ofertach. Dlatego właśnie ważne jest, by rozwijać swoje firmy w ich kierunku, bo przyniesie to obopólne korzyści. „Kto miłuje swego brata, ten trwa w światłości i nie może się potknąć” 1J 2,10
Gdyby nie choroba mojej żony, nigdy nie uświadomiłbym sobie jak ciężki jest świat niepełnosprawności. Mamy swój własny stereotyp człowieka nie-pełnosprawnego, który wtłaczamy w życie i w społeczeństwo, oddalając ich od nas samych. W mniemaniu ludzi sprawnych nie-pełnosprawni są jedynie ciężarem, który pochłania ogromne ilości pieniędzy (lekarstwa, rehabilitacje). Niewiele z nas wie jak naprawdę wygląda życie takiej osoby. Gdyby nie-pełnosprawność kogoś bliskiego, raczej nie zainteresowalibyśmy ich sytuacją. Kiedy nie mamy styczności z takimi ludźmi, nie mamy możliwości zobaczenia, że są oni tak na prawdę w pełni sprawnymi, dobrze radzącymi sobie z codziennymi trudnościami osobami. Tym ludziom brakuje, tylko i wyłącznie przystosowania środowiska do ich potrzeb. Potrzebują więcej zaangażowania, zainteresowania osób, które znajdują się na odpowiednich stanowiskach i mają możliwość wpłynąć i ułatwić im życie. Potrzebują ich pomocy i pomocy pracodawcy. Pracodawca, który zatrudnia osobę nie-pełnosprawną, może liczyć na dofinansowanie pensji takiego pracownika. Wysokość tego wynagrodzenia zależna jest od stopnia niepełnosprawności, a także „rodzaju” pracodawcy.
Człowiek jest istotą społeczną, nie może się w pełni realizować bez obecności innych ludzi, niektórzy nie powinni więc umyślnie izolować się od innych. Jednak niestety tak jest. Nie potrafię jasno określić skąd bierze się ta awersja ludzi sprawnych do tych nie-pełnosprawnych. Dostałem Boże od Ciebie drugą szansą na to aby się zmienić. Dzięki Wiktorii zrozumiałem, że życie jest bardzo kruche i w każdej chwili może się złamać. Ludzie nie są samowystarczalni ale potrzebują pomocy. Potrzebują miejsca pracy. Ci którzy mogą im w tym pomoc powinni to robić, mając na uwadze ich ogromne zdolności i predyspozycje, uzdolnienia i talenty. Byłem grzesznikiem ale się opamiętałem... Postanawiam, że otworzę drzwi mojej firmy dla osób nie-pełnosprawnych. Przystosuję miejsca pracy i stworzę przyjazną atmosferę. Zrobię co w mojej mocy by moja firma w pełni realizowała hasło „niepełnosprawni -sprawni w pracy”, przekonując całym sercem do tego innych.
"Jeśliby ktoś mówił: <<Miłuję Boga>>, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi"
Martyna Nosal
Laureatka konkursu Martyna Nosal.
Komentarze
- PEkaES
- Laureatem jest mieszkaniec Pcimia GRATULACJE
